Porozmawiajmy o HASHIMOTO i DEPRESJI
Hashimoto to jak już większość z nas wie - choroba tarczycy na tle immnunologicznym. Jej cechą charakterystyczną jest najczęściej ochrypły głos, zmęczenie, drętwienie kończyn, a co ciekawe i w wielu przypadkach potwierdzone, dobre wyniki hormonu tarczycy - TSH. Mało kto sięga głębiej, zazwyczaj uznaje się chorego za zdrowego. Hashimoto zasugerować nam może także USG tarczycy. Widoczny w niej stan zapalny powinien być sugestią do wykonania szczegłówych badań diagnostycznych. Te, wykonuje się rzadko, ponieważ uznano że nie mają większego wpływu na dalszy postęp choroby.
Hashimoto to jednak nie tylko tarczyca, ale i szereg chorób związanych z zaburzeniami funkcjonowania hormonów, tudzież z depresją. Dlaczego? Ponieważ pacjent nieustannie zmęczony, mający kłopot z głosem i ogólnym samopoczuciem staje się poddenerwowany i konfliktowy, co oznacza nieustanną irytację i niechęć do otoczenia. Zwykle owocuje to stanem depresyjnym.
Dla niektórych hashimoto to wyrok. Nie do końca. Z chorobą można żyć, można mieć dzieci, a do połykania codziennej dawki tyroksyny można się przecież przyzwyczaić tak samo, jak do notorycznego zmęczenia. Rozdrażnienie jednak nie mija, a sama w sobie wieść o chorobie i trudnościach z nią związanych nastręcza złych myśli i daje poczucie bezradności. Co zatem zrobić, żeby się nie poddać? Nie kategoryzujmy choroby do wyroku śmierci i etapu powolnego umierania. Na hashimoto się nie umiera. Postawmy się w obliczu tych, którzy faktycznie cierpią na choroby śmiertelne, a mimo tego - nie poddają się. Mają motywację, żeby żyć. I choć dla nich nie ma niekiedy ratunku, to nam do lepszego samopoczucia brak tylko jednej, małej pigułki. Warto więc zmienić nastawienie, bo to ono jest naszym motorem sukcesu.
Twój Lekarz - poradnik medyczny online



